oczyszczalnia ścieków -
jesteście mi potrzebni.
Zedar chyba nie ucieszył się z przypomnienia, że Urvon i Cutchik są jego braćmi. Torak, ze swą stalową maską połyskująca w świetle lamp, dumał ponuro. Potem westchnął.
- Jestem zatroskany, Zedarze - przyznał. - Wielka niezgodność smutek mój budzi.
- Jaka niezgodność, mistrzu? - zapytał Zedar. - Może uda nam się ją wyjaśnić.
- Twa pewność siebie zaiste mnie bawi, Zedarze - odparł Torak. - Czy przeczytałeś uważnie dokument zawierający bełkot tego podejrzanego człowieka znad brzegów Mrin z dalekiej północy Drasni?
- Dość szczegółowo, mistrzu.
- A znasz również prawdę, którą objawiono mi w Ashabie?
- Tak, mistrzu.
-
Spostrzegłeś, iż te oba dokumenty nie w pełni są zgodne? Oba mówią o bitwie, która ma zacząć się za kilka godzin pod Vo Mimbre.
- Tak, ja również tak zrozumiałem.
- Ale szczegóły z Kodeksu Mrińskiego nie zgadzają się z tymi z Wyroczni Ashabińskiej. Według Kodeksu Mrińskiego losy świata rozstrzygną się trzeciego dnia nadchodzącej bitwy.
- Również tak zrozumiałem, mistrzu.
- Według Wyroczni Ashabińskiej jednak tak nie jest. Wyrocznia Ashabińska mówi o drugim lub czwartym dniu bitwy.
- Moja myśl tak daleko nie sięgnęła, mistrzu - przyznał Zedar.
- Jakie wedle ciebie jest znaczenie owej niezgodności, mistrzu?
- Mniemam że jeśli
Pogromca Boga i ja spotkamy się drugiego dnia albo czwartego, z łatwością go pokonam. Jeśli zaś spotkamy się owego fatalnego trzeciego dnia, wówczas duch Celu Wszechświata go natchnie, a ja zapewne zginę. - Torak przerwał i zaczął mamrotać nieskładnie, a jego głos zniekształcało echo dudniące wewnątrz stalowej maski. - Przeklęty deszcz! - wybuchł nagle. -1 przeklęte rzeki, które opóźniły mój pochód! Przybyliśmy tutaj zbyt późno, Zedarze! Gdybyśmy przybyli choć dwa dni, a nawet jeden dzień wcześniej, świat byłby mój. Teraz rezultat został rzucony na szalę przypadku i to mnie niepokoi, albowiem przypadek nigdy nie
był oczyszczalnia ścieków mi przyjacielem Opuściłem Ashabę z przekonaniem, że przybędę tutaj we właściwym czasie, i chętnie poświęciłem niezliczonych Angaraków, by cel ten osiągnąć, a pomimo to spóźniłem się o jeden dzień. Chcę czy nie, będę musiał stawić czoło Suzerenowi Zachodu owego feralnego trzeciego dnia i zdać się na zrządzenie kapryśnego przypadku. Jestem wielce niezadowolony, Zedarze, niezadowolony ponad wszelką miarę!
- On myśli, że to Gelane! - zdumiałam się w duchu.
- O co chodzi? - głos matki był równie oszołomiony jak mój.
- On naprawdę wierzy, że Gelane wyzwie go na pojedynek!
- Jak na to wpadłaś?
-
Określenia „Pogromca Boga" i „Suzeren Zachodu" odnoszą się Rivańskiego Króla. Torak myśli, że Gelane wrócił do Rivy po miecz. Nie wie, że to Brand jest tym, który rzuci mu wyzwanie. Matka zastanowiła się na tym chwilę.
- Chyba masz rację, Pol - przyznała. - Informacje Toraka pochodzą od Ctuchika, a Ctuchik polega na Chamdarze. Twój ojciec zwodził Chamdara od kilku stuleci tymi swoimi sprytnymi gierkami w Sendarii. Torak nic nie wie na temat spadkobiercy tronu Rivy. Może więc wierzyć, że z nim spotka się owego trzeciego dnia.
- Jestem tego pewna, mamo. To by wyjaśniło, dlaczego
kazano ci zdjąć Klejnot z miecza i umieścić go na tarczy. Orężem Branda nie będzie miecz, lecz tarcza. Torak nadal mówił, więc odłożyłyśmy swoje dywagacje na później, aby przysłuchiwać się jego słowom.
- Jutro zdobędziesz miasto, Zedarze. Moje spotkanie z potomkiem Rivy musi odbyć się następnego dnia. Poświęć wszystkich Angaraków, jeśli będzie trzeba, ale Vo Mimbre ma być moje, nim słońce zajdzie.
- Będzie, jak mój mistrz każe - obiecał Zedar. - Już teraz machiny oblężnicze ustawiane są na pozycjach. Słowem honoru ręczę, panie, że Vo Mimbre padnie tego dnia, albowiem przeciwko jego złocistym murom wszystkich
-
|