opaski -
w umniejszaniu własnych zasług.
Moi żołnierze zżymali się na ograniczenia, jakie na nich nałożyłam, więc gdy Halbern je zniósł, wypadli z Muros niczym sfora głodnych wilków. Bitwa o Muros była krótka. Asturiańscy generałowie z zarozumiałą pewnością siebie, spowodowaną rzekomym tchórzostwem mej armii, oczekiwali, że to będzie jedynie leniwy przemarsz znad rzeki Camaar do miasta. Tak więc wmaszerowali wesoło, prosto w rozpalane na ich powitanie ognisko. Ich położenie jeszcze pogarszał fakt, że asturiańscy żołnierze nie byli przyzwyczajeni do walki na otwartym terenie. Asturia to jeden wielki las, a Muros stoi wśród
łąk. Moi generałowie przeszli szkolenie u hrabiego Ontrose, więc potrafili walczyć i w lasach, i na otwartych równinach. Asturianie nie zdawali sobie sprawy, że są okrążeni, dopóki nie zostali zaatakowani ze wszystkich stron jednocześnie. To nie była bitwa, ale rzeź. Nieliczni, którym udało się uciec na drugi brzeg rzeki Camaar, wpadli w ręce wacuńskich patriotów.
Pewną satysfakcję dawała świadomość, że armia, która zniszczyła Vo Wacune i zabiła mego ukochanego Ontrose, została zniszczona tego mroźnego, jesiennego popołudnia. To był pierwszy akt mej zemsty. Drugi akt przyjdzie później. Po naszym zwycięstwie pod
Muros przez granicę popłynął strumień uchodźców i musiałam zapewnić im schronienie i pożywienie. Malon był mymi oczyma i uszami - i rękoma - więc tej zimy miał wiele zajęć. Zbudowaliśmy nowe wioski, głównie na mych ziemiach, a moje spichrze zaopatrywały wszystkich w żywność. Warunki trudno było nazwać luksusowymi, lecz uchodźcy przetrwali zimę. Malon przewidział, że będą chcieli dołączyć do mej armii, i nie mylił się w tym względzie. Poleciłam Halbernowi, aby utworzył z nich nowe bataliony, którymi dowodziliby oficerowie z byłej armii wacuńskiej. Na tych oficerów spadł więc trud
wyszkolenia rekrutów, opaski co pozwalało Halbernowi i innym generałom zająć się obroną południowych granic.
Choć nadal byłam przykuta do matczynej chatki przez wścibskie węszenie ojca, Malon coraz lepiej radził sobie z tym osobliwym sposobem porozumiewania się na odległość. Po przeniesieniu siedziby sztabu głównego armii do Muros wprowadziłam kilka poprawek do naszego „zaczarowanego pokoju", aby umożliwić również kilku innym wybrańcom bezpośredni kontakt ze mną. Jestem przekonana, że ojciec lub któryś z bliźniaków, podglądających mnie z ukrycia, byli przekonani, iż wciąż rozpamiętuję to, co wydarzyło się w Vo Wacune, ale tak naprawdę
mój nieobecny wyraz twarzy świadczył o tym, że jestem pogrążona głęboko w rozmowie z Malonem lub którymś z moich generałów.
Wacuńscy patrioci po drugiej stronie rzeki wciąż napadali i mordowali Asturian, ale co ważniejsze, przekazywali nam informacje o ruchu wrogich oddziałów. Prawdopodobnie wiedziałam więcej o lokacji i kondycji armii Garteona niż on sam. Jednak moją prawdziwą przewagę stanowiła strategia. Po zwycięskiej bitwie o Muros nie zaatakowałam Asturii ani nie starałam się odbijać Wacune. Nie było po temu żadnej potrzeby. Osiągnęłam wszystko, co chciałam, nie kiwając nawet palcem. Masowa migracja uchodźców
na naszą stronę rzeki wyludniła północne Wacune, a bez chłopów obrabiających pola Garteon nie wyniósł żadnej korzyści z tego podboju. Kosztem swych ogromnych strat zdobył tylko puste lasy i zachwaszczone, nieobrobione pola. Moi szpiedzy donosili o koncentracji oddziałów asturiańskich, więc za każdym razem, gdy Garteon próbował ponownie przeprawić się przez rzekę, byłam gotowa na jego przyjęcie. Nie minęło wiele czasu, a asturiańscy żołnierze - w końcu nawet generałowie Garteona - zaczęli szeptać o czarach i innych niedorzecznościach, co podziałało dodatkowo na moją korzyść. Nabrali przekonania, że „wiedźma z Muros"
-
|