producent sklejki

producent sklejki

Ciekawe miejsca
producent sklejki

Nawigacja

producent sklejki -

sobie poczynić pewne przygotowania, wasza miłość - powiedział ojciec, sięgając po mnisią szatę. - Ubiorę się w nią i będę udawał świątobliwego męża. Jesteś o krok od rozpoczęcia wojny. A wojna to poważna sprawa i prawdziwie pobożny mąż nie rusza na wojnę bez zasięgnięcia boskiej rady. Dlatego właśnie po mnie posłałeś. - Wybacz, ale nie przypominam sobie, aby cię przyzywał - powiedział zdumiony Corrolin. - Dziwne. Pamięć masz nietęgą. W każdym razie będę ci towarzyszył w drodze do klasztoru na wybrzeżu, abyś mógł naradzić się z tamtejszym opatem. To chyba wystarczająco pobożny cel? Po drodze

wpadniemy do Tol Yordue, tam spotkasz się z Ranem Yordue. Potem pojedziemy do klasztoru. Zasięgniesz duchowej porady u opata, po czym wrócimy do domu. - Spojrzał na bogaty ubiór księcia. - Włóż stosownie skromnego, panie. Po powrocie do sali tronowej módl się gorliwie, a mnie pozwól mówić. Ze szczególnym naciskiem powtarzam, że jakakolwiek świta byłaby czynem bezbożnym i Chaldan mógłby się poczuć urażony. - Słyszałem o podobnych zakazach - przyznał Corrolin. - Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej, wasza miłość, ponieważ je wymyśliłem. Baron Mandorin i jego siostrzenica pojadą przodem, my opuścimy Vo Mimbre sami

i spotkamy się z nimi po drodze. Mandorin i Polina są w posiadaniu pewnych informacji, które mogą być pomocne w waszej naradzie w Tol Yordue. Arendowie przepadają za intrygami, więc Corrolin natychmiast przystał na nasz plan i przybrał konspiracyjną minę, z jaką zwykle się obnosi połowa populacji Arendii. Ja z Mandorinem udałam się do stajni po konie. Nasi dwaj pielgrzymi, śpiewając pobożne hymny po drodze, dołączyli do nas kilka mil za Vo Mimbre i razem pojechaliśmy nadrzecznym traktem ku wybrzeżu. Oczywiście byliśmy śledzeni. Ojciec się tym zajął, więc nie przysporzyło nam to żadnych kłopotów. Przenocowaliśmy

producent sklejki w obozowisku po drodze, a cały następny dzień aż do wieczora byliśmy w drodze. Ojciec nie należy do tych którzy zdają się na łut szczęścia, więc w nadbrzeżnych zaroślach,milę od klasztoru, ukrył łódź. Uwiązaliśmy konie i zepchnęliśmy łódź na wodę. Około północy przybiliśmy do drugiego brzegu i ciemnym, opustoszałym traktem ruszyliśmy do Tol Yordue. Przy imponującej wschodniej bramie czekał pluton legionistów, który natychmiast zaprowadził nas przez wyludnione ulice do prastarej siedziby rodu Yordue. Imperator oczekiwał nas na dziedzińcu. Był w średnim wieku i dość wysoki jak na Tolnedranina. Zauważyłam również, że nosił

się po wojskowemu. - Domyślam się, że wszystko poszło dobrze? - zapytał ojca. - Bez problemów - odparł ojciec, wzruszając ramionami. - Świetnie. Przygotowałem odpowiednie miejsce na nasze spotkanie. Ręczę, że nikt nie podejdzie tam na tyle blisko, aby podsłuchać rozmowę. - Spojrzał na Corrolina i Mandorina. - Który z panów jest księciem Corrolinem? - zapytał. Ojciec przedstawił obu Mimbratów, ale rozmyślnie pominął moją osobę. Potem weszliśmy do środka i wspięliśmy się długimi murowymi schodami do komnaty na szczycie wieży. Był to gabinet ze stołem konferencyjnym na środku i ścianami zawieszonymi mapami. - Będę się streszczał, wasza miłość

- powiedział imperator do Corrolina, gdy zasiedliśmy za stołem. - Szczery ze mnie człowiek, nie bardzo biegły w dyplomatycznym ubieraniu myśli w słowa. Prastary Belgarath doniósł mi, że do łask twych wkradł się niejaki Kadan i twierdzi, jakoby mówił w moim imieniu. On kłamie. Nigdy nie wiedziałem o tym człowieku i całkiem możliwe, że nawet nie jest Tolnedraninem Corrolin spojrzał na niego w osłupieniu. - Przecież z Vo Mimbre widać obozujące legiony! - zaprotestował - Powiedz mu, Pol - poradził ojciec. - Wybacz mi, prastary Belgaracie - obruszył się Corrolin - ale kiedy lady Polina mogłaby

-

Nawigacja